czwartek, 16 grudnia 2010

Nothing else matters.


Moje cudowne stworzenie, które rodzice wbrew moim surowym sprzeciwom nazwali Feluś.  
Zresztą kotu wszystko jedno. Jeśli zapewni mu się podstawową potrzebę życiową jaką jest saszeta whiskasa, pozwoli mówić na siebie nawet Azor. Hmm dziwnym, nie wiem jakim trafem doprowadziłam go do lekkiej otyłości. Ciekawe.
---
Do szkoły mi się iść jutro nie chce. Nie idę. Popijam teraflu i walczę z własnym organizmem, który powoli poddaje się przeziębieniu. Mści się na mnie nienoszenie czapek. Generalnie mam wszystko gdzieś, składam się ostatnio z samego lenistwa i wszystko i wszystkich odkładam sobie na jutro. I tak codziennie. 

1 komentarz:

  1. Mam to samo... Właśnie zastanawiałyśmy się, czemu Cię nie ma, a ty chorujesz:( Zdrowiej! A w nawiązaniu do poprzedniej notki - kiedy impreza? :D

    OdpowiedzUsuń